Niezmiernie miło jest móc ich gościć, spędzić razem trochę czasu...
Fantastycznie żyć w XXI wieku, gdzie nie ma barier komunikacyjnych i jest wiele możliwości porozmawiania on-line, gdy na co dzień jest się kilkaset kilometrów od siebie, ale to nie to samo, co możliwość zjedzenia wspólnie kolacji, czy pójścia na spacer...
....i właśnie za to najbardziej kochamy Szwajcarię, za jej naturę i to uznajemy za jej największą zaletę, którą chcemy zarazić naszych bliskich, tym samym zachęcając ich do częstszych wizyt... i czasu z nami:)
Drogę powrotną zrobiliśmy sobie przez Berno, gdzie wraz z Kingą udaliśmy się do poleconej przez nią lodziarni... Te loooody spędzają nam sen z powiek odkąd tylko spróbowaliśmy je po raz pierwszy i jak tylko mamy okazję być w tych okolicach ślemy smska do Kingi, czy może wybierze się z nami na lody, a że Kinga jest towarzyska zawsze chętnie taki spacer z nami odbywa:) Tym razem nie wystarczyły nam trzy kulki lodów - ja i Paweł zjedliśmy po 6 na łebka... ale wiecie, co? WARTO BYŁO:))))
W niedzielę również było połączenie miłego i pożytecznego...
Najpierw wycieczka do Enderlinhutte na 1498m w okolicach Liechtensteinu, górskim szlakiem, bardzo wąskim, gdzie przeprawialiśmy się przez strumyki i mostki... Widoki warte zobaczenia:)
Po czym gorące popołudnie spędziliśmy kapiąc się w Walensee. Jest to jezioro położone we wschodniej Szwajcarii, na granicy kantonów Sankt Gallen i Glarus. Na południowym brzegu jeziora rozciągają się małe miasteczka, natomiast wzdłuż północnego brzegu jeziora rozciąga się pasmo górskie. Kąpiel w takiej scenerii jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem...Dzięki temu, że udało nam się w weekend trafić na okno pogodowe, zwiedzić przyjemne miejsca, być w miłym towarzystwie, odetchnąć od codzienności możemy uznać, że należał do przyjemnego czasu...
.
