Tak, tak... Tytuł nie jest omyłkowy i wcale nie spóźniony!
Nie do wiary... Na pewno wielu z Was właśnie tak pomyśli, podobnie zresztą jak my. W takim państwie, gdzie wszystko ułożone jest pod linijkę, zaplanowane, porządne... a tu proszę takie figle, zabawy i to już z początku tygodnia mamy SZALONY PONIEDZIAŁEK:) i wcale nie wypada to w tak dobrze nam znany dzień wagarowicza...
Od dawna wiedzieliśmy, że 28 kwietnia jest dniem wolnym w Szwajcarii, ale nie wiedzieliśmy, co jest powodem tego jakże miłego wolnego poniedziałku w naszym kantonie...
Ale wyjaśniło się - ku naszemu zaskoczeniu, okazało się, że jest to ZURYSKIE POWITANIE WIOSNY:)))) w którym hucznie obchodzi się pożegnanie zimy! Feeria barw i dzięków muzyki, wielotysięczne pochody to tradycja, która sięga średniowiecza.
Wyobrażacie sobie - Zurich liczący 350 tysięcy mieszkańców ma dzień wolny, a dokładnie pół dnia - wszyscy bankowcy, nauczyciele, urzędnicy, czy sprzedawcy mają wolne i wychodzą na ulicę - banki, sklepy, instytucje państwowe są zamknięte i świętują:)
Dokładnie święto to przypada zawsze na trzeci poniedziałek kwietnia i oficjalnie jest to Festiwal Wiosenny - Sechselauten. W ten dzień przez miasto przechodzi liczny pochód tradycyjnych rzemieślników w historycznych strojach - piekarze, aptekarze, lekarze, kowale, czy inżynierowie. Przez Banhofstrasse płyną łodzie rybackie i inne ciekawe platformy. Pojawiają się także żołnierze Napoleona I, jak i rosyjskiej armii feldmarszałka Aleksandra Suworowa, podziwiać także można szkockich kobziarzy. Wszyscy w pięknie wykonanych strojach kierują się na plac pod Operą, gdzie następuje oficjalne spalenie bałwana. Na stosie mierzącym 14-metrów umieszczony jest bałwan, który uszyty jest z białego płótna i wypełniony od środka łatwopalnymi materiałami z fajerwerkami w głowie, po wybuchu których jest piękny pokaz sztucznych ogni. Po oficjalnym spaleniu bałwana na placu następują inne atrakcje towarzyszące pożegnaniu zimy i celebrowanie tego wydarzenia.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
Rollin' rollin' rollin'
![]() |
| jak by tu zjechać... |
Największe póki co problemy mamy z hamowaniem, a że pagórków mniejszych i większych u nas dostatek to jest to czasem nie lada wyczyn i akrobatyka. Wszystko jest dobre żeby zatrzymać się i przystanąć na chwilę... latarnia, kamień .. a nawet lama...
![]() |
| Lamy lubią węszyć w drewnie |
![]() |
| Lama (nieźle spasiona) |
![]() |
| Niewiele brakowało.. |
Winterthur
Weekendowa pogoda jest marna, ale postanowiliśmy zrobić z tym co się da i wybraliśmy się na rowery do Winterthuru...
Zaczęliśmy od okolicznych lasów (na południe od centrum) gdzie urządzone zostało bardzo fajne otwarte zoo. Nie jest może znów takie okazałe, ale to co najważniejsze jest: trochę zwierza kopytnego, dziczyzny i dużo gówna. Z ciekawszych atrakcji polecamy wilki. Jest jednak jedna dość istotna różnica: przestrzeń. Zwierzęta nie są trzymane w małych klatkach lub 20 metrowych wybiegach.. mają dość dużo miejsca .. przez to czasem można nie zauważyć dzielącej przechodnia i rysia przegrody ukrytej gdzieś w lesie.
A samo miasto jest bardzo urokliwe (chyba nawet ponad nasze pierwotne oczekiwania). Starówka z małymi uliczkami, knajpki, targowisko staroci... a do tego zostaliśmy obdarowani pysznymi napojami, po które oczywiście jeszcze raz wróciliśmy...bo byly pyszne .. i darmowe...
Zaczęliśmy od okolicznych lasów (na południe od centrum) gdzie urządzone zostało bardzo fajne otwarte zoo. Nie jest może znów takie okazałe, ale to co najważniejsze jest: trochę zwierza kopytnego, dziczyzny i dużo gówna. Z ciekawszych atrakcji polecamy wilki. Jest jednak jedna dość istotna różnica: przestrzeń. Zwierzęta nie są trzymane w małych klatkach lub 20 metrowych wybiegach.. mają dość dużo miejsca .. przez to czasem można nie zauważyć dzielącej przechodnia i rysia przegrody ukrytej gdzieś w lesie.
A samo miasto jest bardzo urokliwe (chyba nawet ponad nasze pierwotne oczekiwania). Starówka z małymi uliczkami, knajpki, targowisko staroci... a do tego zostaliśmy obdarowani pysznymi napojami, po które oczywiście jeszcze raz wróciliśmy...bo byly pyszne .. i darmowe...
![]() |
| Paweł w labiryncie |
![]() |
| Ucieczka z lasu |
![]() |
| Pyszne (darmowe!) 'mylk szejki' |
![]() |
![]() |
| Kawowy i waliniowy (wczesniej była kawa i truskawka) |
środa, 23 kwietnia 2014
Sknerus faszerowany
Przewoziliśmy już 1500km stos drewna, teraz kolej na ptactwo... Sknerus po kąpielach w solance został poddany obróbce termicznej w towarzystwie (bardzo bliskim) jabłek i innych owoców. Dwa dni i po sprawie. No to może teraz pumba?
wtorek, 22 kwietnia 2014
Pomiędzy Szwajcaria, a Polską....
![]() |
| Pierogowa uczta |
Zaczęło się od pierogowej uczty u cioci Pawła, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Fakt byłam głodna, ale takich pierogów z mięsem jeszcze nigdy nie jadłam... zważając, że pierogi z mięsem nie są moimi ulubionymi to pochłonęłam ich dużo, bardzo dużo i gdybym tylko miała więcej miejsca w brzuszku po trzech dokładkach zjadłabym jeszcze co najmniej dwie:) MNIAM...
![]() |
| Na tle Katedry Świętego Szczepana |
Jeśli chodzi o zwiedzanie, to na pierwszy rzut wybraliśmy Wiedeń, który zawsze
chciałam odwiedzić, od kiedy pierwszy raz jadąc na kolonie za granicę
przejeżdżałam obok tego miasta, miasta świateł jak wtedy mi się wydawało...
Jednak zderzenie z rzeczywistością okazało się dość słabe... Muszę przyznać, że
się zawiodłam... Oczywiście jedno popołudnie na tak duże miasto to za mało, ale
chęć zagłębienia się w jego mury i ogrody spadła znacznie po tym, co
widzieliśmy...
Przygotowaliśmy sobie wcześniej mały spis, co gdzie warto zobaczyć i tym szlakiem wybraliśmy się na starówkę, która raczej przypomina ulicę z centrum handlowego - dużo sklepów, multum ludzi, ulica i kamienice, ale nie nazbyt stare, czy zabytkowe, raczej bardzo zwykłe. Idąc starówką dotarliśmy do Katedry Świętego Szczepana Męczennika - katedra robi wrażenie, należy bowiem do największych świątyń europejskich, a ponad dachem katedry wznoszą się cztery wysokie wieże, z których najwyższa mierzy 136,4m. Do wnętrza świątyni prowadzi kilka wejść, z których najbardziej znane są późnoromańska Brama Olbrzymów oraz bramy Biskupia i Śpiewaków z bogatą gotycką dekoracją rzeźbiarską.
Przygotowaliśmy sobie wcześniej mały spis, co gdzie warto zobaczyć i tym szlakiem wybraliśmy się na starówkę, która raczej przypomina ulicę z centrum handlowego - dużo sklepów, multum ludzi, ulica i kamienice, ale nie nazbyt stare, czy zabytkowe, raczej bardzo zwykłe. Idąc starówką dotarliśmy do Katedry Świętego Szczepana Męczennika - katedra robi wrażenie, należy bowiem do największych świątyń europejskich, a ponad dachem katedry wznoszą się cztery wysokie wieże, z których najwyższa mierzy 136,4m. Do wnętrza świątyni prowadzi kilka wejść, z których najbardziej znane są późnoromańska Brama Olbrzymów oraz bramy Biskupia i Śpiewaków z bogatą gotycką dekoracją rzeźbiarską.
Jak tylko wyszliśmy z katedry zaczęliśmy szukać lodziarni, w której Paweł
przed laty był z babcią na lodach... Chodziliśmy, szukaliśmy, alejka po alejce i UDAŁO SIĘ! Muszę przyznać, że są to lody grzechu warte! Pokuszę się nawet
o stwierdzenie, że są to NAJznakomitsze lody na świecie, chyba nawet w
słonecznej Italii nie ma czegoś równie pysznego! Kolejki, które ustawiają się
aż na ulicę, tyle smaków, że obejrzenie ich i decyzja, który wybrać zajmuje co
najmniej 20 minut! NIEBO W GĘBIE... Po zjedzeniu pierwszej dużej porcji od razu
wiedziałam, że musimy tam wrócić jeszcze tego wieczora, no i mój ukochany
stwierdził, że wreszcie się uczę, co w życiu jest ważne:) więc w drodze
powrotnej lodziarnia była jeszcze raz grana w naszym
repertuarze, o czym świadczy ból gardła, utrzymujący się do dziś.
Jak już odnaleźliśmy lodziarnię udaliśmy się na poszukiwania słynnego domu
publicznego z Pawła opowieści... Gdzie jako kilkunastoletni chłopiec Paweł
trafił do ... łazienki:) ale niestety okazało się, że aż tak daleko pamięcią
nie sięga... i burdelu nie udało się odnaleźć:)
Nic jednak straconego, natrafiliśmy bowiem na piękny kolorowy dom
słynny Hundertwasserhaus. Koncepcją
twórcy, który zaprojektował dom jest nawiązanie dialogu z przyrodą jako
równoważnym partnerem człowieka – na tarasach, balkonach i w innych
niespodziewanych miejscach rośnie wiele roślin. Ponadto zastosowano wiele
rozwiązań, które mają na celu ucieczkę od linii prostych i regularności. Dom
faktycznie robi wrażenie, oczywiście nie można go zwiedzać, ponieważ jest
normalnym w swej niezwykłości blokiem mieszkalnym.
Wybraliśmy się także do Wiener Prater. Park publiczny (1700
ha), położony między Dunajem a Kanałem Dunajskim. W parku
pokręcić się można na prawie wszystkich możliwych rodzajach karuzel. Jest
to też wspaniałe miejsce na zwykły spacer i chłoniecie atmosfery rozbawionego
Wiednia, gdzie dorośli mogą znowu poczuć się jak dzieci. Po drodze, na Rondeau
i Calafatti Platz, łatwo wpaść na jedną z kolorowych, metalowych rzeźb
przedstawiających ludzi uczestniczących w dziwnych, nieco tajemniczych
happeningach. Największy i najbardziej znany Diabelski Młyn (niem.
Wiener Riesenrad) ma prawie 65 m wysokości i waży 430 ton. Obraca się bardzo
powoli, co pozwala na delektowanie się widokiem Wiednia i stanowi jego
wizytówkę.
W niedzielny poranek ruszyliśmy w dalszą drogę... Szykując się tym razem na zwiedzanie Bratysławy, która znajduje się tylko godzinę drogi od Wiednia, a jej główne zabytki znajdują się w obrębie Starego Miasta...
.jpg)
Rynek Główny jest kwintesencją miasta: barokowo-secesyjny, z niewielką domieszką gotyku i klasycyzmu, kameralny, zieleniący się od liści niewysokich drzew, z nieodłącznymi stolikami, parasolkami, fontanną i brązowym posągiem jegomościa, który, ukryty za napoleońskim pierogiem, podsłuchuje rozmowy zakochanych.
Na placu - historycznym centrum miasta -
wznoszą się dwie skrajnie różne budowle: Stary Ratusz po wschodniej stronie i
okazały, niedawno odnowiony secesyjny pałac po stronie zachodniej. Jest tu również Fontanna Maksymiliana - najstarsza i najbardziej rozpoznawalna fontanna na Starym Mieście w Bratysławie.
Weekend w każdym razie zaliczamy do udanych!
środa, 9 kwietnia 2014
Wędkarze
Co każdy szanujący się Szwajcar robi w wolnej chwili po pracy? Łowi ryby w trawie, jak na załączonym obrazku. Dodam że jeziorko znajduje się jakieś 10m od pana po lewej.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Lato w mieście
![]() |
| Kanały Zurychu |
![]() |
| Widok na Zurich z Zollikonu |
![]() |
| Nad kanałem |
![]() |
| Tuż po wybudzeniu |
![]() |
| Drzemka jak w przedszkolu |
Na zdjęciu zmęczona towarzyszka rowerzystka po drzemce. W zasadzie każdy skrawek płaskiego i 2-5 min są dobre na sen i sny.
Wieczorem oczywiście nie mogło zabraknąć kiełbasy z ogniska. Ale trefna jakaś... miejscowa.

wtorek, 1 kwietnia 2014
Liechtenstein
![]() |
| Przy ratuszu |
Wiosna… myślicie, że zagościła na dobre?
Dni pełne promieni słońca, kwitnących traw, pąków na drzewach, trawa się zieleni… a wspomnieniem zimy są tylko szczyty pełne białego puchu, które widać w oddali… zamiast słodkich chwil lenistwa na kanapie, przy kominku, masz chęć zachłysnąć świeżym powietrzem, wciągać zapach kwiatów i słyszeć śpiew ptaków…
No więc ruszyliśmy na podbój;)
Pomyśleliśmy – nie ma się co rozdrabniać… jak zdobywać to od razu całe państwo:) i tak też znaleźliśmy się w Liechtensteinie… Małym górskim państwie, które liczy sobie niecałe 34,000 mieszkańców i określany jest mianem raju podatkowego. Co ciekawe produkt krajowy brutto na jednego obywatela to ponad 105,000$ rocznie.
A książę, którego zamek wznosi się na wzgórzu i posiada 138 sypialni, widzi z niego cały swój kraj od jednej granicy po jej kres…
Nam udało się objechać cały kraj w przeciągu pięciu godzin… Przejechaliśmy całe państwo wzdłuż i szerz zaczynając od Szwajcarii aż po granicę z Austrią. Po drodze mając zamysł na mały brunch u króla, no ale niestety nie był stosownie ubrany do okazji by nas przyjąć:) obeszliśmy się zatem pięknym widokiem, który
roztacza się na posiadłość i góry…
Dni pełne promieni słońca, kwitnących traw, pąków na drzewach, trawa się zieleni… a wspomnieniem zimy są tylko szczyty pełne białego puchu, które widać w oddali… zamiast słodkich chwil lenistwa na kanapie, przy kominku, masz chęć zachłysnąć świeżym powietrzem, wciągać zapach kwiatów i słyszeć śpiew ptaków…
No więc ruszyliśmy na podbój;)
Pomyśleliśmy – nie ma się co rozdrabniać… jak zdobywać to od razu całe państwo:) i tak też znaleźliśmy się w Liechtensteinie… Małym górskim państwie, które liczy sobie niecałe 34,000 mieszkańców i określany jest mianem raju podatkowego. Co ciekawe produkt krajowy brutto na jednego obywatela to ponad 105,000$ rocznie.
![]() |
| Zamek księcia |
Nam udało się objechać cały kraj w przeciągu pięciu godzin… Przejechaliśmy całe państwo wzdłuż i szerz zaczynając od Szwajcarii aż po granicę z Austrią. Po drodze mając zamysł na mały brunch u króla, no ale niestety nie był stosownie ubrany do okazji by nas przyjąć:) obeszliśmy się zatem pięknym widokiem, który
roztacza się na posiadłość i góry…
![]() |
| Droga na wzgórze |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















