Weekendowa pogoda jest marna, ale postanowiliśmy zrobić z tym co się da i wybraliśmy się na rowery do Winterthuru...
Zaczęliśmy od okolicznych lasów (na południe od centrum) gdzie urządzone zostało bardzo fajne otwarte zoo. Nie jest może znów takie okazałe, ale to co najważniejsze jest: trochę zwierza kopytnego, dziczyzny i dużo gówna. Z ciekawszych atrakcji polecamy wilki. Jest jednak jedna dość istotna różnica: przestrzeń. Zwierzęta nie są trzymane w małych klatkach lub 20 metrowych wybiegach.. mają dość dużo miejsca .. przez to czasem można nie zauważyć dzielącej przechodnia i rysia przegrody ukrytej gdzieś w lesie.
A samo miasto jest bardzo urokliwe (chyba nawet ponad nasze pierwotne oczekiwania). Starówka z małymi uliczkami, knajpki, targowisko staroci... a do tego zostaliśmy obdarowani pysznymi napojami, po które oczywiście jeszcze raz wróciliśmy...bo byly pyszne .. i darmowe...
 |
| Paweł w labiryncie |
 |
| Ucieczka z lasu |
 |
| Pyszne (darmowe!) 'mylk szejki' |
 |
| Kawowy i waliniowy (wczesniej była kawa i truskawka) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz