Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bratysława. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bratysława. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

Pomiędzy Szwajcaria, a Polską....

W świątecznej drodze do domu postanowiliśmy pozwiedzać... Wykorzystać jak najlepiej tą podróż ze Szwajcarii do Polski i zobaczyć coś ciekawego... Podróż zaczęła się od porannej wizyty w Liechtensteinie, gdzie o 6 rano kupowaliśmy komputer... Potem przejazd przez Niemcy wprost do Austrii, a niedzielny poranek zarezerwowaliśmy na Słowację...


Pierogowa uczta
Czy było tak warto... Pewnie:) choć chyba nie aż tak dla oka, jak dla podniebienia... 

Zaczęło się od pierogowej uczty u cioci Pawła, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Fakt byłam głodna, ale takich pierogów z mięsem jeszcze nigdy nie jadłam... zważając, że pierogi z mięsem nie są moimi ulubionymi to pochłonęłam ich dużo, bardzo dużo i gdybym tylko miała więcej miejsca w brzuszku po trzech dokładkach zjadłabym jeszcze co najmniej dwie:) MNIAM...



Na tle Katedry Świętego Szczepana
Jeśli chodzi o zwiedzanie, to na pierwszy rzut wybraliśmy Wiedeń, który zawsze chciałam odwiedzić, od kiedy pierwszy raz jadąc na kolonie za granicę przejeżdżałam obok tego miasta, miasta świateł jak wtedy mi się wydawało... Jednak zderzenie z rzeczywistością okazało się dość słabe... Muszę przyznać, że się zawiodłam... Oczywiście jedno popołudnie na tak duże miasto to za mało, ale chęć zagłębienia się w jego mury i ogrody spadła znacznie po tym, co widzieliśmy... 

Przygotowaliśmy sobie wcześniej mały spis, co gdzie warto zobaczyć i tym szlakiem wybraliśmy się na starówkę, która raczej przypomina ulicę z centrum handlowego - dużo sklepów, multum ludzi, ulica i kamienice, ale nie nazbyt stare, czy zabytkowe, raczej bardzo zwykłe. Idąc starówką dotarliśmy do Katedry Świętego Szczepana Męczennika - katedra robi wrażenie, należy bowiem do największych świątyń europejskich, a ponad dachem katedry wznoszą się cztery wysokie wieże, z których najwyższa mierzy 136,4m. Do wnętrza świątyni prowadzi kilka wejść, z których najbardziej znane są późnoromańska Brama Olbrzymów oraz bramy Biskupia i Śpiewaków z bogatą gotycką dekoracją rzeźbiarską.


Jak tylko wyszliśmy z katedry zaczęliśmy szukać lodziarni, w której Paweł przed laty był z babcią na lodach... Chodziliśmy, szukaliśmy, alejka po alejce i UDAŁO SIĘ! Muszę przyznać, że są to lody grzechu warte! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że są to NAJznakomitsze lody na świecie, chyba nawet w słonecznej Italii nie ma czegoś równie pysznego! Kolejki, które ustawiają się aż na ulicę, tyle smaków, że obejrzenie ich i decyzja, który wybrać zajmuje co najmniej 20 minut! NIEBO W GĘBIE... Po zjedzeniu pierwszej dużej porcji od razu wiedziałam, że musimy tam wrócić jeszcze tego wieczora, no i mój ukochany stwierdził, że wreszcie się uczę, co w życiu jest ważne:) więc w drodze powrotnej lodziarnia była jeszcze raz grana w naszym repertuarze, o czym świadczy ból gardła, utrzymujący się do dziś.

Jak już odnaleźliśmy lodziarnię udaliśmy się na poszukiwania słynnego domu publicznego z Pawła opowieści... Gdzie jako kilkunastoletni chłopiec Paweł trafił do ... łazienki:) ale niestety okazało się, że aż tak daleko pamięcią nie sięga... i burdelu nie udało się odnaleźć:)


Nic jednak straconego, natrafiliśmy bowiem na piękny kolorowy dom słynny Hundertwasserhaus. Koncepcją twórcy, który zaprojektował dom jest nawiązanie dialogu z przyrodą jako równoważnym partnerem człowieka – na tarasach, balkonach i w innych niespodziewanych miejscach rośnie wiele roślin. Ponadto zastosowano wiele rozwiązań, które mają na celu ucieczkę od linii prostych i regularności. Dom faktycznie robi wrażenie, oczywiście nie można go zwiedzać, ponieważ jest normalnym w swej niezwykłości blokiem mieszkalnym.


Wybraliśmy się także do Wiener Prater. Park publiczny (1700 ha), położony między Dunajem a Kanałem Dunajskim. W parku pokręcić się można na prawie wszystkich możliwych rodzajach karuzel. Jest to też wspaniałe miejsce na zwykły spacer i chłoniecie atmosfery rozbawionego Wiednia, gdzie dorośli mogą znowu poczuć się jak dzieci. Po drodze, na Rondeau i Calafatti Platz, łatwo wpaść na jedną z kolorowych, metalowych rzeźb przedstawiających ludzi uczestniczących w dziwnych, nieco tajemniczych happeningach. Największy i najbardziej znany Diabelski Młyn (niem. Wiener Riesenrad) ma prawie 65 m wysokości i waży 430 ton. Obraca się bardzo powoli, co pozwala na delektowanie się widokiem Wiednia i stanowi jego wizytówkę.

W niedzielny poranek ruszyliśmy w dalszą drogę... Szykując się tym razem na zwiedzanie Bratysławy, która znajduje się tylko godzinę drogi od Wiednia, a jej główne zabytki znajdują się w obrębie Starego Miasta...

Naszym głównym postanowieniem był zakup słowackiego piwa, o pyszności, którego krążą legendy:) Misja zakończyła się sukcesem, ale poznanie Bratysławy zaczęliśmy od drogi do zamku, która wiedzie spod Domu Dobrego Pasterza, w górę stromą ulicą Beblavého uważaną za najstarszą na Podzamczu i prowadząca aż do samego zamku. We wznoszących się przy niej domach z XVIII w. mieszczą się stylowe restauracje i kawiarenki. Znaczna część bratysławskiego podzamcza została zniszczona w okresie rządów komunistów. Przed ostatnią wojną tę część Bratysławy zamieszkiwała głównie społeczność żydowska. W średniowieczu u stóp zamku mieściły się domy i warsztaty rzemieślników, kantory kupieckie, świątynie chrześcijańskie i żydowskie. Ta część Bratysławy została wyburzona na przełomie lat 60. i 70. XX w., gdy z nakazu władz rozpoczęto budowę Nowego Mostu oraz wielopasmowej arterii komunikacyjnej. Z Zamku Bratysławskiego roztacza się piękna panorama, a zamek wygląda dość nowocześnie. 


Rynek Główny jest kwintesencją miasta: barokowo-secesyjny, z niewielką domieszką gotyku i klasycyzmu, kameralny, zieleniący się od liści niewysokich drzew, z nieodłącznymi stolikami, parasolkami, fontanną i brązowym posągiem jegomościa, który, ukryty za napoleońskim pierogiem, podsłuchuje rozmowy zakochanych. 

Na placu - historycznym centrum miasta - wznoszą się dwie skrajnie różne budowle: Stary Ratusz po wschodniej stronie i okazały, niedawno odnowiony secesyjny pałac po stronie zachodniej. Jest tu również Fontanna Maksymiliana - najstarsza i najbardziej rozpoznawalna fontanna na Starym Mieście w Bratysławie.

Spacer o poranku po Bratysławie był miłym początkiem podróży do Polski i co trzeba dodać Bratysława jest bardzo górzystą stolicą, więc dobrze przemyślcie, gdzie zostawiacie samochód:)

Weekend w każdym razie zaliczamy do udanych!