![]() |
| Pierogowa uczta |
Zaczęło się od pierogowej uczty u cioci Pawła, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Fakt byłam głodna, ale takich pierogów z mięsem jeszcze nigdy nie jadłam... zważając, że pierogi z mięsem nie są moimi ulubionymi to pochłonęłam ich dużo, bardzo dużo i gdybym tylko miała więcej miejsca w brzuszku po trzech dokładkach zjadłabym jeszcze co najmniej dwie:) MNIAM...
![]() |
| Na tle Katedry Świętego Szczepana |
Jeśli chodzi o zwiedzanie, to na pierwszy rzut wybraliśmy Wiedeń, który zawsze
chciałam odwiedzić, od kiedy pierwszy raz jadąc na kolonie za granicę
przejeżdżałam obok tego miasta, miasta świateł jak wtedy mi się wydawało...
Jednak zderzenie z rzeczywistością okazało się dość słabe... Muszę przyznać, że
się zawiodłam... Oczywiście jedno popołudnie na tak duże miasto to za mało, ale
chęć zagłębienia się w jego mury i ogrody spadła znacznie po tym, co
widzieliśmy...
Przygotowaliśmy sobie wcześniej mały spis, co gdzie warto zobaczyć i tym szlakiem wybraliśmy się na starówkę, która raczej przypomina ulicę z centrum handlowego - dużo sklepów, multum ludzi, ulica i kamienice, ale nie nazbyt stare, czy zabytkowe, raczej bardzo zwykłe. Idąc starówką dotarliśmy do Katedry Świętego Szczepana Męczennika - katedra robi wrażenie, należy bowiem do największych świątyń europejskich, a ponad dachem katedry wznoszą się cztery wysokie wieże, z których najwyższa mierzy 136,4m. Do wnętrza świątyni prowadzi kilka wejść, z których najbardziej znane są późnoromańska Brama Olbrzymów oraz bramy Biskupia i Śpiewaków z bogatą gotycką dekoracją rzeźbiarską.
Przygotowaliśmy sobie wcześniej mały spis, co gdzie warto zobaczyć i tym szlakiem wybraliśmy się na starówkę, która raczej przypomina ulicę z centrum handlowego - dużo sklepów, multum ludzi, ulica i kamienice, ale nie nazbyt stare, czy zabytkowe, raczej bardzo zwykłe. Idąc starówką dotarliśmy do Katedry Świętego Szczepana Męczennika - katedra robi wrażenie, należy bowiem do największych świątyń europejskich, a ponad dachem katedry wznoszą się cztery wysokie wieże, z których najwyższa mierzy 136,4m. Do wnętrza świątyni prowadzi kilka wejść, z których najbardziej znane są późnoromańska Brama Olbrzymów oraz bramy Biskupia i Śpiewaków z bogatą gotycką dekoracją rzeźbiarską.
Jak tylko wyszliśmy z katedry zaczęliśmy szukać lodziarni, w której Paweł
przed laty był z babcią na lodach... Chodziliśmy, szukaliśmy, alejka po alejce i UDAŁO SIĘ! Muszę przyznać, że są to lody grzechu warte! Pokuszę się nawet
o stwierdzenie, że są to NAJznakomitsze lody na świecie, chyba nawet w
słonecznej Italii nie ma czegoś równie pysznego! Kolejki, które ustawiają się
aż na ulicę, tyle smaków, że obejrzenie ich i decyzja, który wybrać zajmuje co
najmniej 20 minut! NIEBO W GĘBIE... Po zjedzeniu pierwszej dużej porcji od razu
wiedziałam, że musimy tam wrócić jeszcze tego wieczora, no i mój ukochany
stwierdził, że wreszcie się uczę, co w życiu jest ważne:) więc w drodze
powrotnej lodziarnia była jeszcze raz grana w naszym
repertuarze, o czym świadczy ból gardła, utrzymujący się do dziś.
Jak już odnaleźliśmy lodziarnię udaliśmy się na poszukiwania słynnego domu
publicznego z Pawła opowieści... Gdzie jako kilkunastoletni chłopiec Paweł
trafił do ... łazienki:) ale niestety okazało się, że aż tak daleko pamięcią
nie sięga... i burdelu nie udało się odnaleźć:)
Nic jednak straconego, natrafiliśmy bowiem na piękny kolorowy dom
słynny Hundertwasserhaus. Koncepcją
twórcy, który zaprojektował dom jest nawiązanie dialogu z przyrodą jako
równoważnym partnerem człowieka – na tarasach, balkonach i w innych
niespodziewanych miejscach rośnie wiele roślin. Ponadto zastosowano wiele
rozwiązań, które mają na celu ucieczkę od linii prostych i regularności. Dom
faktycznie robi wrażenie, oczywiście nie można go zwiedzać, ponieważ jest
normalnym w swej niezwykłości blokiem mieszkalnym.
Wybraliśmy się także do Wiener Prater. Park publiczny (1700
ha), położony między Dunajem a Kanałem Dunajskim. W parku
pokręcić się można na prawie wszystkich możliwych rodzajach karuzel. Jest
to też wspaniałe miejsce na zwykły spacer i chłoniecie atmosfery rozbawionego
Wiednia, gdzie dorośli mogą znowu poczuć się jak dzieci. Po drodze, na Rondeau
i Calafatti Platz, łatwo wpaść na jedną z kolorowych, metalowych rzeźb
przedstawiających ludzi uczestniczących w dziwnych, nieco tajemniczych
happeningach. Największy i najbardziej znany Diabelski Młyn (niem.
Wiener Riesenrad) ma prawie 65 m wysokości i waży 430 ton. Obraca się bardzo
powoli, co pozwala na delektowanie się widokiem Wiednia i stanowi jego
wizytówkę.
W niedzielny poranek ruszyliśmy w dalszą drogę... Szykując się tym razem na zwiedzanie Bratysławy, która znajduje się tylko godzinę drogi od Wiednia, a jej główne zabytki znajdują się w obrębie Starego Miasta...
.jpg)
Rynek Główny jest kwintesencją miasta: barokowo-secesyjny, z niewielką domieszką gotyku i klasycyzmu, kameralny, zieleniący się od liści niewysokich drzew, z nieodłącznymi stolikami, parasolkami, fontanną i brązowym posągiem jegomościa, który, ukryty za napoleońskim pierogiem, podsłuchuje rozmowy zakochanych.
Na placu - historycznym centrum miasta -
wznoszą się dwie skrajnie różne budowle: Stary Ratusz po wschodniej stronie i
okazały, niedawno odnowiony secesyjny pałac po stronie zachodniej. Jest tu również Fontanna Maksymiliana - najstarsza i najbardziej rozpoznawalna fontanna na Starym Mieście w Bratysławie.
Weekend w każdym razie zaliczamy do udanych!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz