wtorek, 25 marca 2014

Po weekendzie…

Spędziliśmy go w strugach deszczu… na spacerze po mieście Konstanz z ładną, brukowaną starówką… i ja dosiadająca stalowego konia, a także głaszcząca mosiężnego króliczka. Nie obyło się także bez pysznych włoskich lodów, a na dodatkową osłodę po powrocie powstał sernik… Pierwszy sernik w moim życiu z niezwykle intensywnym, bogatym smakiem…

Weekend zatem był słodki… i do tego czarodziejski… W naszym domowym kinie grane były bowiem obie części Hobbita, co okupiłam snami, w których całą noc zmagałam się ze złem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz