sobota, 21 czerwca 2014

Konstancja

Konstancja to miasto, które leży nad Jeziorem Bodeńskim w miejscu, w którym wypływa z niego rzeka Ren, na granicy ze SzwajcariąBliskość Szwajcarii miała historyczny wpływ na Konstancję, ponieważ mimo wojen na terenie Niemiec, miasto to, nie zostało nigdy zniszczone. Historyczne centrum miasta znajduje się dziś na lewym (południowym) brzegu Renu. 

Do Konstanz, bo tak nazywane jest przez Niemców, zawitaliśmy już po raz drugi... i jakże było inne nasze wrażenie. Zwiedzać je właściwie samotnie w okolicach lutego, przechadzając się po ładnym, zabytkowym i spokojnym rynku, zalanym deszczem... Dostrzegliśmy uroki starego miasta, kościołów...

Ale dziś w pierwszy dzień lata - 21 czerwca to już zupełnie inne miasto... Zazieleniło się, tłumy wyległy na brzegi jeziora bodeńskiego, na starówce i starsi i młodzi przemykający ślicznymi uliczkami... Knajpy przyjmujący swoich klientów przy stolikach wystawionych na zewnątrz... Muzyka... Wrzawa... Widać, że miasto wróciło do żywych:)

My tym razem zabraliśmy ze sobą rowery i tu miłe zaskoczenie... W Konstanz jest cała sieć dróżek rowerowych, przejazdów, tunelów, podziałów na prawo i lewo, małe skrzyżowania... Nawet raz z tego wszystkiego się zgubiliśmy:) Jednak to wszystko sprzyja zdrowiu i bezpiecznemu poruszaniu się po drodze! Nie ma obawy, że jakiś samochód Cię strąbi, czy potrąci... Po za tym rowerami jeżdżą ludzie w każdym wieku i w każdym celu! Przyjemnie, nawet bardzo!

Naszym celem była wyspa Mainau. Popularnie nazywana wyspą kwiatów, która znajduje się na Jeziorze Bodeńskim. Niegdyś mieszkał na niej były książę Szwecji, hrabia Lennart Bernadotte. Znalazł się na niej, po tym jak wybrał małżeństwo z miłości i przeciwstawił się królowi. Utracił wtedy prawo do korony szwedzkiej i przeniósł się do Niemiec Zachodnich. Zyskali na tym amatorzy pięknych ogrodów, ponieważ hrabia był botanikiem z zamiłowania i zmienił wyspę w przepiękne tereny zielone, gdzie dziś można podziwiać kwiaty z różnych stron świata, a tam gdzie kwiaty są także motyle. Tutaj na wyspie jest nawet specjalne zbudowany dla nich pawilon. Wyspa to jednak nie tylko kwiaty, ale także barokowy pałac, wzniesiony jeszcze, gdy teren ten należał do zakonu krzyżackiego.

Celem była, ale cel nie został osiągnięty:) za to poboczne skutki były i są bardzo miłe... Bowiem nasz balkon bardzo się wzbogacił po wizycie w OBI:) gdzie spędziliśmy przedpołudnie... mieliśmy dokupić tylko jeden kwiat i worek ziemi, ale oboje nas poniosła wyobraźnia i kupiliśmy małe pole kwiatowo- drzewne - jeszcze ten, a może ten zielony, a ten jest w promocji, to jego też weźmy, bo taki ładny... więc zamiast być na wyspie kwiatów, urządziliśmy sobie swoją własną... Skarczowaliśmy nasze truskawkowe pole w jednej z doniczek, wsadziliśmy bluszcze... W naszym ogródku zagościły także zioła:) Teraz cudów co nie miara:))))

Ładnie jest... :) 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz