środa, 4 czerwca 2014

Po tamtej stronie Alp....

foto by Martyna
Czyli włosko- francuskie wakacje.... z uroczymi widokami, pysznymi lodami i niezapomnianą końcówką...

Zaczęło się od południa Szwajcarii... Nie spodziewaliśmy się, że w tak niewielkim państwie jak Szwajcaria jest tak bardzo widoczna różnica kulturowa... Oczywiście jesteśmy świadomi podziału choćby pod względem językowym, w Szwajcarii obowiązują bowiem cztery języki urzędowe, ale po przejechaniu na drugą stronę Alp zmienia się całkowicie klimat, ludziom bliżej do frywolnych Włochów niż do uporządkowanych Niemców, inne stroje, jadłospis... Czystość pozostaje jednak nieskazitelna, a widoki zapierają dech... Lody w Lugano są lepsze niż wszystkie, które jedliśmy na włoskim wybrzeżu... A obraz, który nam się ukazał kojarzy się z Edenem... istny Avatar...

Po odebraniu naszych przyjaciół w niedzielny poranek z lotnika, przejechaliśmy całe Włochy od Pizy, gdzie fotografowaliśmy się z krzywią wierzą, przez małe bardziej i mnie urocze włoskie miasteczka jak Lerici, Portofino, objadając się włoskimi lodami... Przejechaliśmy w dobrych nastrojach na stronę francuską, gdzie zwiedziliśmy jedno z najbogatszych państw świata, a jednocześnie drugi najmniejszy kraj Europy, gdzie przypada najwięcej milionerów na kilometr kwadratowy - 2000 milionerów i 50 miliarderów w państwie liczącym nieco ponad 30 000 mieszkańców na niecałe 2 kilometry kwadratowe:) Monako.... 
foto by Martyna

Było też Saint Tropez, gdzie żandarm ganiał nudystów, nawet udaliśmy się na takową plażę, która wzbudzała duże zainteresowanie w Pawle i nie pytając naszych współpodróżników, podpuszczając ich zawiózł nas tam, ale żadnego o tej porze roku jeszcze nie było... choć trzeba przyznać, że plaże piękne - długie, piaszczyste, cudne... Morze jak na Lazurowe Wybrzeże przystało błękitne:)

Z tego jakże małego uroczego miasteczka, o niskiej zabudowie udaliśmy się do Cannes, gdzie trafiliśmy wprost w światła jupiterów:) Bowiem akurat w czasie, w którym byliśmy trwał festiwal filmowy... No i nawet podążając za tłumem stanęliśmy pod obleganym hotelem, czekając na gwiazdy... Paweł niczym paparazzi polujący na swą zwierzynę z aparatem... i wielkim zaangażowaniem... no i pojawiły się jakieś dziewczyny, piękne, odstawione, tylko niestety my chyba nie jesteśmy zbyt na bieżąco w tym światku, bo nie mieliśmy pojęcia któż to był:) Miasto nam się podobało, ale nie da się ukryć, że jest pełne przepychu...
foto by Martyna

W ferworze zwiedzania postanowiliśmy jeden dzień odetchnąć i zrobić sobie w końcu wakacje:) Zatrzymaliśmy się na campingu w Sanremo i w cieniu palm wygrzewaliśmy się nad basenem... wieczorem natomiast były stwory z grilla - krewetki, ośmiorniczka, kalmary i rybka... nie uderza to w moje kupi smakowe, ale pozostali zajadali się ze smakiem:)

No i punkt główny naszego programu Genua... Nie że zasługuje ona aż na taką uwagę, ale spotkała nas tu przygoda życia, szkoda że pozostawiająca taki niesmak:( Zaparkowaliśmy nasz samochodzik pośród wielu innych i udaliśmy się na zwiedzanie oceanarium, a także bliżej chcąc poznać miasto samego Krzysztofa Kolumba na spacer po nim.... tylko jak wróciliśmy okazało się, że nie bardzo mamy do czego, bo ktoś wybił szybę w samochodzie i splądrował nam cały samochód, calutki... i zostaliśmy tylko w tym w czym staliśmy! 

foto by Martyna
Można sobie wyobrazić nasze miny... Co gorsza wstrząs jeszcze nie osiągnął końca, dopiero na komisariacie, gdzie żaden z Panów Carabinierów nie mówiący po angielsku, żadnemu nie chciało się zejść i zobaczyć wyrządzonej szkody, a także wyjaśnić nam w jakikolwiek sposób, jakie są procedury i co robić dali nam karteczkę do wypełnienia i stwierdzili, że nic więcej nie mogą dla nas zrobić:/// istna paranoja zważając na to, że jednej z podróżujących osób, naszej Martynie ukradli dowód... Całe szczęście w tym włoskim nieszczęściu, że to była Italia i do Polski dolecieć było można na prawo jazdy... a może to urok osobisty Martyny tak zadziałał, ważne, że skutecznie... 

A my... pod osłoną nocy, unikając srogich spojrzeń szwajcarskiej służby granicznej wróciliśmy do Zurichu... 




foto by Martyna



foto by Martyna


foto by Martyna


foto by Martyna




3 komentarze:

  1. Słaba przygoda Was spotkała, ale zdjęcia są super! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie! Było jednak bardzo miło i dużo udało nam się zobaczyć, a za klika lat przygoda będzie tylko powodem do żartów!

    OdpowiedzUsuń
  3. No i dzięki tej kradzieży przyjechaliście niespodziewanie na tydzień do Polski! :)

    OdpowiedzUsuń